poniedziałek, 16 grudnia 2013

Koty, lalki, psiaki i inne szyte na miarę przytulaki

"Zuzia lalka nieduża i na dodatek cała ze szmatek. W kratkę stara spódniczka łzy na policzkach, a w główce marzeń sto. Lecz kocham ją najbardziej ze wszystkich moich lal. Choć nie ma sukni złotej zabiorę ja na bal" śpiewały Fasolki.

Udając się w kierunku białej sali majestatycznego zamku Książ, napotykamy obok siebie dwa stoiska wypełnione po brzegi różnego rodzaju pluszakami. Na pierwszy rzut oka jeden nie różniący się od drugiego, ale czy na pewno? Stoiska należą do zaprzyjaźnionych ze sobą pań - Justyny z Wrocławia (Pacaicaki)  i  Kasi z Wałbrzycha (Zjawiskowa Manufaktura).

Przyjaciółki czy rywalki? - chciałoby się zapytać. Obie szyją zabawki dla dzieci, ale każda wypracowała swój własny styl i jak same przyznają, maja swoich, troszkę innych klientów.


Pani Justyna Bieć swoją pasję i hobby wyssała, jak sama twierdzi z mlekiem matki, bo jest córką krawcowej. Pierwszą maskotką którą uszyła była sowa (pomijając sukienki dla lalek które dziergała w dzieciństwie). Jej pracę znajdziemy na kiermaszach, jarmarkach po których jeździ ze swoimi Paciaciakami a także na imprezach dziecięcych,  fanpage - który pełni funkcje sklepu internetowego, blogu oraz w galeriach stacjonarnych z rękodziełem., między innymi "Konik" we Wrocławiu.


Nieporównywalnie piękniejsze wzory zabawek niż ta chińska masówka spotykana w hipermarketach i innych sklepach, nie pozwala przejść obojętnie obok jej stoiska. Kolorowe koty, sowy, koniki i krówki skutecznie przyciągają wzrok.



Na pierwszy rzut oka niby prosta maskotka, a jednak zajmuje troszkę czasu. Na ten przykład uszycie takiego małego paćkotka (który stał się w zasadzie przez przypadek znakiem rozpoznawalnym firmy) zajmuje dwie i pół godziny.  Materiały żmudnie wyszukuje w internecie i sprowadza z zagranicy. Niestety w Polsce ciężko spotkać nietypowe tkaniny - przyznaje ze smutkiem. Wzory powstały w głowie p.Justyny, pierw pomysł, prosty rysunek, szablon, pierwowzór. Masa pracy, ale wszystkie oryginalne maskotki p. Justyny są objęte prawem patentowym a zastrzeżony znak firmowy umieszczony na każdej metce, jest gwarancją jakości i dokładności jaką nasza rozmówczyni wkłada w pracę.


Każdy kotek jest wyjątkowy bo inny, nie ma dwóch identycznych. Jeśli ma ten sam kolor co poprzednik to inny oczy, łatki lub nosek.


Wiecznie uśmiechnięta, siedzi dziennie po siedem osiem godzin przy maszynie, później reklama, szukanie materiału, znajdowanie sobie klientów, tak więc to około dwunastu- czternastu godzin dziennie. Jej ciężka praca nie zawsze wystarcza, ale jak dodaje- "czasami muszę się uśmiechać do męża , który jednak bardzo mnie wspiera i jest pozytywnie nastawiony, motywuje mnie bym nadal realizowała swoją pasję".


Pani Justyna swoje zabawki szyje również na zamówienia indywidualne dostosowując je tym samym pod wymagania swoich milusińskich klientów.



Pani Katarzyna, rodowita Wałbrzyszanka, od roku prowadząca działalność, którą założyła dzięki dotacji jak wspomina "miałam to szczęście i na dotację czekałam krótko, w zasadzie dostałam ją za pierwszym podejściem bez większych problemów". Tak w wielkim skrócie powstała jej Zjawiskowa Manufaktura.



W asortymencie p. Katarzyny znajdziemy laleczki, aniołki, króliki, dinozaury, jeże, pieski, reniferki, poduszeczki, torby i nie tylko.



Cały zestaw maskotek skrzętnie przygotowany przed jarmarkiem, ciężka praca okupiona zarwanymi nocami bo za dnia p. Kasia pilnuje by obiad był na czas, by dzieciaki były uśmiechnięte i mąż wyprawiony ze śniadaniem do pracy, w końcu czwórka mężczyzn w domu zobowiązuje.




Kasia ze swoją Zjawiskową Manufakturą po jarmarkach jeździ od kiedy założyła działalność, czyli od roku. Praktycznie non stop w pracy. Na jednym z takich jarmarków właśnie panie się poznały, znajomość ta przerodziła się w swoistą przyjaźń , dziewczyny wymieniają się materiałami, umawiają się na wspólne wyjazdy i jak tylko można wspierają się wzajemnie. 


Zwykła (chodź to słowo nie pasuje do opisu tych małych cudeniek) laleczka zajmuje p. Kasi około trzech godzin.



Całe mnóstwo lalek i jak na to znaleźć zbyt? Ktoś powie "wystawić na allegro", no właśnie jak twierdzą zgodnie obydwie panie "allegro to nie miejsce na sprzedaż rękodzieła" dlaczego?

Większość z nas spotkała się z podszywaniem pod pracami innych (nie wszystko da się opatentować a wiele wzorów trafia do Chin) i kupując nie zawsze dostajemy to co widzimy na zdjęciu. Na całe szczęście powoli się to zmienia a poza tym nic nie zastąpi radości widzianej w oczach malucha gdy wybiera tą jedną, jedyną lalę która go kocha najbardziej lub kolorowego kota, który mruczy najpiękniej.



Uszycie śpiocha w piżamkach, gdzie dochodzą dodatkowe elementy mankiety, guziczki, kołnierzyk zajmuje nieraz cały dzień.



Pani Katarzynie wykonanie jej miłej podusi zajmuje czterdzieści pięć minut, a my na niej prześpimy około 1/3 życia. 


Żegnamy nasze przesympatyczne, uśmiechnięte i kreatywne rozmówczynie. Życzymy dziewczyny sukcesów, góry zadowolonych klientów i jeszcze więcej (o ile to możliwe) pozytywnej energii :) Trzymamy kciuki a Was kochani Projektomaniacy zapraszamy jutro, bo poznacie kolejną wyjątkową osobę i jej pracę.

Te przesympatyczne panie możecie spotkać na comiesięcznej Giełdzie Staroci w Świdnicy, a więcej o naszych rozmówczyniach znajdziecie na:

"Paciaciaki - Manufaktura Przytulaków" pani Justyny

https://www.facebook.com/Paciaciaki?fref=ts
http://paciaciaki.blogspot.com/

"Zjawiskowa Manufaktura" pani Kasi

https://www.facebook.com/ZjawiskowaManufaktura?fref=ts
http://www.zjawa79.blogspot.com/
http://zjawiskowamanufaktura.blogspot.com/

niedziela, 15 grudnia 2013

Na bombce malowane

"Idą święta każda buzia uśmiechnięta" - chciało by się zaśpiewać. Z roku na rok im nam lat przybywa, jakoś klimatu świątecznego ubywa, być może dlatego, że obowiązków coraz więcej, o wszystko trzeba się zatroszczyć, odłożyć parę groszy na prezenty, zakupy, jakaś choinka by się przydała, najlepiej żywa no i wypadało by ją jeszcze pięknie przystroić. 

No właśnie w większości domach pozostają zeszłoroczne ozdoby choinkowe, ale każdego roku powstają nowe, misterne cudeńka i aż kuszą swym przepychem. W Zamku na jednym ze stoisk znaleźliśmy coś naprawdę cudnego, ręcznie malowane małe arcydzieła (nie jesteśmy fachowcami w tej dziedzinie, ale oceńcie sami)


Stoisko prowadzone przez małżeństwo, Panią Martynę Olszową Durachtę i Tomasza Durachtę, mających swoja pracownię artystyczną w Wilkowie koło Złotoryi a pochodzących z Kopacza pod Złotoryją.


Piszę małżeństwo choć tak naprawdę te cudeńka powstają z rąk p. Martyny , która zajmuje się bombkami od 11 lat i jak widać, robi to całkiem nieźle. 


Wszystkie te wymyślne wzorki są jej autorstwa, ręcznie malowane i objęte prawami autorskimi,  nie jakieś tam chińskie naklejki. Prosty dekor zajmuje około piętnastu minut, coś bardziej bogatego to czas rzędu czterech godzin. Sam czas już robi mi mętlik w głowie, bo aż nie do uwierzenia jest ile trzeba cierpliwości i dokładności by wykonać jedną, oryginalną bombkę.


Sama ta jedna bombka bogato zdobiona zajęła p. Marynie trzy godziny, z jednej strony mikołaj z drugiej paszek, którego możecie podziwiać na pierwszym zdjęciu. 


Jednak bombki to nie wszystko czym się p.Martyna zajmuje, do tego dochodzi wypiekanie pierniczków, które również z wielka precyzja i starannością zdobi. Skąd na to czas znaleźć? Bo przecież trzeba dojechać do pracowni, zająć się domem a i po kuchni biega mały aniołeczek. Do południa bombki, później pierniczki, powrót do domu no i  da się wszystko pogodzić jak mówi p. Martyna. Tak, ale wszak to nie wszystko bombki w sezonie, poza sezonem dochodzi ręcznie malowane szkoło, dzbanki itp. A co robi gdy wraca do domu? Filcuje na mokro tkaniny w przepiękne wzory, tak dla zabicia wolnego czasu :) ale to już temat na inny wpis. 



Tak wiem, wiem, ktoś stwierdzi że przecież ciężko się z czegoś takiego utrzymać, wszak nasz rynek zalewany jest chińszczyzną i tu ma rację. Dlatego też małżeństwo traktuje to jako działalność przy rolniczą, jeżdżąc po  jarmarkach rękodzielniczych i różnego rodzaju targach. Jak sami widzicie ciężki kawałek chleba.



Podziwiając te wspaniałe rękodzieła nie można je porównać i nawet nie próbujcie do wyrobów chińskich bo takimi porównaniami możecie obrazić artystę, który poświęcił swój cenny czas by móc choć troszkę nacieszyć nasze oko. Naprawdę, Polak potrafi :) I chodź skromna Martyna nie przyznała się, ale jej działalność zdobyła wyróżnienie w konkursie "Sposób na Sukces" w kategorii - Najciekawsza działalność pozarolnicza na wsi. Gratulujemy!!!


Wszystko ładnie pięknie a gdzie rola mężczyzny w tym związku? - ktoś mógłby zapytać. Tak więc p. Tomasz (prawdziwa opoka spokoju) zajmuje się cały gospodarstwem a także prowadzi Stajnie Karat w Kopaczu. Dzięki niemu również możemy podziwiać te fantastyczne wyroby :)
- Mój mąż pracuje dzisiaj jako kierowca - dodaje z uśmiechem małżonka.
Zrównoważony podział obowiązków pozwala na realizowanie twórczych działań p. Martyny.

I tym pozytywnym akcentem żegnamy się z przesympatycznym małżeństwem, chodź dodamy Wam drodzy Projektomaniacy w sekrecie, że jeszcze zagoszczą na naszych stronach.

Pracownie pani Martyny znajdziecie tu:

Pracownia Szkła Artystycznego 
Wilków 72 59-500 Złotoryja

Funpage Stajni Karat:

https://www.facebook.com/pages/Stajnia-Karat/154632848043353

piątek, 13 grudnia 2013

Targi Świąteczne w Zamku Książ

Do świąt zostało niespełna dwa tygodnie, to najlepsza pora by pomyśleć o prezentach dla najbliższych. Zaczyna się sezon jarmarków i targów świątecznych.

Na rynkach większości miast już powstają domki wystawiennicze, a w nich miody, swojskie wędliny, pachnący chleb, kolorowe pierniki a także wszelakie rękodzieło. Nasze oczy cieszą kolorowe maskotki, ręcznie malowane bombki, biżuteria wykonana z pieczołowitą starannością, bajeczne witraże, ręcznie robiona ceramika, rzeźby, filc i co tylko dusza zapragnie. Pomysłów na prezenty na pewno nie zabraknie.



W zeszły weekend na Zamku Książ odbyły się Targi Świąteczne.


Druga edycja bożonarodzeniowych kiermaszy rękodzieła, już zdobyła swoich zwolenników. Wystawcy dumnie prezentujący swoje prace, nastrojowa muzyka, Zamek w świątecznej odsłonie - wszystko to sprawiało że ten przedświąteczny weekend będziemy mile i długo wspominać.






Na sali Maksymiliana w kominku zapłonęło pachnące drewno, kolędy w wykonaniu chóru młodzieży echem niosły się po zamkowych korytarzach i można było spotkać także Świętego Mikołaja.

Oprócz rękodzieła w mniejszych salach można było oglądać piękne zbiory m.in. ceramiki, fajek z kości słoniowej, zabytkowych lornetek.







Rękodzieło – wyrób wytworzony w sposób nieprzemysłowy, posiadający walory artystyczne, najczęściej zawierający motywy typowe dla kultury, w której powstał. - taką definicję podaje nam Wikipedia. To sucha teoria, a jak to wygląda naprawdę? Za każdym rękodzielnikiem stoi hobby, które z czasem przerodziło się w pasje. Pasja która pchała do szukania swojej drogi, swojego miejsca na świecie, pracy która będzie nie tylko zajęciem przynoszącym dochód ale także dawającej masę satysfakcji i spełnienia.


Na targach w Zamku Książ wybraliśmy najciekawsze stoiska i ich właścicieli będziemy chcieli wam zaprezentować w najbliższych dniach. Przesympatyczni, utalentowani, przebojowi, z uśmiechem i zapałem opowiadali o swoich początkach. Dowiecie się dlaczego gdy pan Krzysztof pracuje nie ma obiadu w domu, co pani Martyna robi wracając z pracowni, dlaczego można się przyjaźnić prowadząc podobną działalność, czy wykształcenie artystyczne pomaga i czy praca w glinie może sprawiać przyjemność.







I już tradycyjnie mały backstage - Maroni przy pracy :)



sobota, 23 listopada 2013

Na tropie Gryzonia

Świebodziczanie poznajecie? Nie? A powinniście :) Drodzy Projektomaniacy miło mi przedstawić Wam maskotkę Świebodzic, bo tak jak Wrocław ma krasnale tak my mamy Gryzonia!!!


Nie wiadomo tak naprawdę co to jest i kto za nim stoi ani w jakim celu to robi,  ale wiemy że pojawia się w naszym mieście od kilku lat. Na znakach, murach, kwietnikach, skrzynkach elektrycznych, wszędzie tam gdzie jest trochę miejsca.

Gryzoń - bo tak go wstępnie nazwałam, jest moim celem i od roku z uporem maniaka podążam jego tropem a zadanie nie należny do łatwych bo skrzętnie się ukrywa.
Zdobi czy szpeci? Ja osobiście strasznie go lubię i zawsze gdy go mijam wywołuje uśmiech na mojej twarzy :) Ciekawe ilu świebodziczan wie o jego istnieniu? A może ktoś zna autora? Piszcie kochani Projektomaniacy co o NIM sądzicie?