niedziela, 12 stycznia 2014

Nocne eksperymenty na Osiedlu Młodych w Świdnicy

Kolejnym punktem wieczornego spaceru było Osiedle Młodych i Kościół pod wezwaniem NMP Królowej Polski. Tu już mocno nastawieni na eksperymenty z długim czasem zoomowaliśmy, zatrzymywaliśmy, przestawialiśmy i co tylko nam jeszcze przyszło do głowy :) Aż tu nagle...













... pojawił się pewien młody sympatyczny duszek i namieszał troszkę na naszych fotkach :) Nie przygotowani na jego wizytę i mocno zaskoczeni w pośpiechu pstrykaliśmy ;)





Osiedle Młodych ewidentnie nie bez powodu się tak nazywa :) spotkaliśmy grupę młodych, sympatycznych ludzi :) Specjalne podziękowania należą się Łukaszowi za wesołe "duszkowanie" - Dziękujemy bardzo :)

sobota, 11 stycznia 2014

Kościół Pokoju w Świdnicy nocą

Wieczorny spacer po Świdnicy zaczęliśmy od rynku i Wieży Ratuszowej. Potem przyszła kolej na Kościół Pokoju. Nie mając z góry założonego planu fotki są mocno mieszane. Trochę standardów, troszkę eksperymentów, zaszumione, nienasycone kolory pokazują tą okazałą budowle w troszkę inny, tajemniczy sposób.









piątek, 10 stycznia 2014

Świdnica o zachodzie

Będąc w Świdnicy rzadko udaje się nam oprzeć pokusie wdrapania się na wieżę ratuszową. I tym razem się nie udało i "szczyt" został zdobyty ponownie :) Niestety w okresie zimowym górny, odkryty taras nie jest dostępny dla zwiedzających - czego nie mogliśmy przeboleć, gdy z poziomu zegara naszym oczom ukazała się piękna panorama Świdnicy, skąpana w ognistej poświacie. Co potwierdziło tylko, że warto odwiedzać wieżę przy każdej możliwej okazji. Zobaczcie i oceńcie sami :)







środa, 18 grudnia 2013

Kolorowe szkiełko

Sala Konrada, właśnie tu na jednym ze stoisk znajdujemy kolejnych, w swojej dziedzinie artystów. Małżeństwo z Wrocławia p. Katarzyna i Krzysztof Pieczka. Na pytanie jakie były początki? - pan Krzysztof wspomina, że podczas pracy przy wielkiej ważce na ul. Kużniczej we Wrocławiu stwierdził, że już dość ma pracy w metalu. I w ten sposób przeszedł na szkło, a dokładnie zajął się tworzeniem witraży metodą Tiffany'ego, na czym ta metoda polega?


Ze szklanej tafli szkła wycina się pojedyncze kawałki, oczywiście wcześniej trzeba narysować projekt a potem odwzorować go na szkle. Kawałki detalu trzeba oszlifować, brzegi owinąć taśma miedzianą i wygładzić. Poukładać obok siebie i zlutować po obu stronach. Niby proste, ale czy aby na pewno?


Pan Krzysztof ze szczegółami opowiada nam o swojej pasji, dla niego obrobienie małego szkiełka to zaledwie dziesięć minut lub aż dziesięć a pamiętać należy że witraż składa się z dziesiątków a nawet setek szkiełek.


Wszystkie  prace wykonywane są w domu państwa Pieczka, i jak wspominają zgodnie małżonkowie, kiedy p. Krzysztof pracuje w domu niestety obiadu nie ma. Dlaczego? Bo kuchnia jest najlepszym miejscem do pracy.


Te piękne barwy p. Katarzyna uzyskuje dzięki mieszaniu kolorów na "zasadzie prób i błędów". Uzyskanie odpowiedniego koloru i odcieniu jest pracochłonnym procesem, ale także jak twórczym.



Do największy ze swoich osiągnięć  p. Krzysztof zalicza "Władców Egiptu" pierwsze na świecie przeniesienie obrazu. Wykonane w ręcznie kutej stalowej ramie, jedna z najtrudniejszych prac składająca się z 1000 detali szkła, 100 metrów taśmy wykorzystał do owinięcia wszystkich kawałków, połowę arkusza blachy i mnóstwa godzi pracy. Po 14 dniach dzieło zakończone z czego samo lutowanie zajęło osiemnaście godzin non stop jedna i druga strona.





Inne z największych prac p. Krzysztofa to pierwsze na świecie trójwymiarowe akwarium rafy koralowej całe ze szkła. W akwarium "pływa" dwanaście rybek, każda składa się, od czterdziestu do osiemdziesięciu kawałków szkła, to około sześćset-siedemset kawałków. Do tego dochodzą ukwiały, rozgwiazdy, kamyczki, całe akwarium, obudowa z drewna, oświetlenie, wklejony piasek z Bałtyku  na dno wraz z muszelkami. Cała praca idealnie kolorystyczna oddawała realistyczny obraz jaki znajduje się w przyrodzie.



Z ogromną dumą pokazują i opowiadają o swoich pracach. Stoi za nimi doświadczenie i ogromne umiejętności, które małżeństwo nabyło poprzez długoletnią i ciężką pracę. 



We wszystkich pracach wykorzystano niekonwencjonalne metody, bo do takich trzeba zaliczyć malowanie drucikiem miedzianym o grubości jednego mini metra.


Na wystawach i kiermaszach p. Katarzyna spotyka się z różnego rodzaju pytaniami, które poniekąd bywają zabawne ale i wynikają z niewiedzy. "Czy to jest z plastiku?", "Czy to jest chińskie?"
To nie jest z plastiku, to nie jest chińskie o czym sam Maroni mógł się przekonać.

Swoją drogą ciekawe czy ucałowana rybka spełni jego trzy życzenia? Chodź nie śmiał jej wziąć do rąk, bo gdyby przez przypadek wypościł ją to za dużo by go to kosztowało :) no i nici ze spełnienia marzeń.


Sympatyczne małżeństwo obiecaliśmy odwiedzić, pokazać jak pracują ale to kochani Projektomaniacy dopiero po Nowym Roku.

Na razie zapraszamy na ich stronę:

http://www.pieczka-art.com.pl/index.php

wtorek, 17 grudnia 2013

Serce oddane glinie

"Pasja i miłość z przypadku" w dzisiejszych czasach to chyba rzadkość. Pani Magdalena Sienicka, która przez przypadek objęła pracownie ceramiczną (i tu chyba zrządzenie losu), nie nazywa siebie artystką, ale czy na pewno nią nie jest? Ocenicie sami.


Wszystkiego musiała się nauczyć by móc swoja wiedzę przekazywać innym, swoją pracownię ceramiki artystycznej posiada w Dziećmorowicach. Ceramiką zajmuje się już osiem lat z czego od trzech lat toczeniem.


Swoje dzieła tworzy z masy ceramicznej szamotowej, gliny czeskiej, gliny kieleckiej i masy ceramicznej.


Pani Magda jako rzemieślnik, wykonuje również zlecenia prywatne, na pytanie jakie było jej największe zlecenie odpowiada - rzeźba kobiety w skali 1:1, 165 cm, 130 kg gliny szamotowej, siedem dni pracy, a ostatnio nawet deska snowboardowa z butami na zlecenie prywatne. Zlecenia napływają z całej Polski.


Tych wyrobów nie można porównać z żadnymi chińskimi "widać na nich każdy odcisk palca, niedociągnięcia szkliwa" prawdziwe rękodzieło trafiające w gusta prawdziwych estetów.


Aniołek z gliny szamotowej zajmuje p. Magdzie od ośmiu do dziesięciu godzin. Jak dla mnie to swego rodzaju dzieło choć skromna twórczyni strofuje mnie, że "to nie przyhacza o artyzm"


Największą przyjemnością jest "glina garncarska, dotyk stągwi i zapanowanie nad materią" mówi p. Magda.



Ach te niepowtarzalne wzorki i kolorki :) Każdy inny, oryginalny, nietypowy i wyjątkowy.




Jak powstają te wspaniałe wyroby postaramy się pokazać niebawem, odwiedzając pracownie przesympatycznej p. Magdy i może załapiemy się na małe warsztaty garncarskie ;)

Na razie odsyłamy Was kochani Projektomaniacy na strony p. Magdy:
https://www.facebook.com/szamotnia
http://mojaceramika.blog.onet.pl/
http://artillo.pl/shop/szamotnia.html